Opublikowano

NAJPIĘKNIEJSZE SYMFONIE WYGRYWA SIĘ W PLENERZE

Artysta i Sztuka Wojciech Górecki

Początki twórczości Wojciecha Góreckiego nie miały nic wspólnego z pejzażem. Od trudnej umiejętności malowania natury artysta wolał tworzyć surrealistyczne obrazy, które dawały formalną i techniczną swobodę w kreowaniu malarskich światów. Dopiero spotkanie ze sztuką Moneta obróciło jego świat o 180 stopni. Wtedy właśnie okazało się, że szczytem satysfakcji i umiejętności malarskiej jest właśnie, powstający w plenerze, pejzaż.

ROZMAWIA JUSTYNA STASIEK-HARABIN

Ten i inne artykuły przeczytacie w 19 wydaniu magazynu Artysta i Sztuka >>> kliknij i przejdź do numeru.

Justyna Stasiek-Harabin: Czy miłość do natury towarzyszyła Panu od zawsze?

Wojciech Górecki: Dziecięcy okres swojego życia spędziłem na Przymorzu, nadmorskiej dzielnicy Gdańska, które w latach 60. ubiegłego wieku składało się z łąk, bagien i dzikich pól, na których można było obserwować dzikie kaczki i żurawie. Później pejzaż ten zamienił się w betonową metropolię, ale udało mi się po latach powrócić do ciszy i spokoju, który towarzyszył mi w dzieciństwie. Kto wie, być może wspomnienia te zapisały się bardzo mocno w mojej świadomości nadając kierunek moim potrzebom.

JSH: I to właśnie dlatego postanowił Pan zostać malarzem?

WG: Tak naprawdę nigdy nie myślałem o tym, aby zostać malarzem. Chciałem zostać reżyserem lub aktorem, co udało mi się dopiero teraz, kiedy po 35 latach grywam w spektaklach teatralnych. Próbowałem również zdawać na architekturę, niestety także bez skutku. Dopiero, kiedy podjąłem się pracy w stoczni, moi koledzy, którym pokazywałem swoje obrazki, namówili mnie, żebym zdawał na Akademię Sztuk Pięknych. Myśl, że miałbym resztę swojego życia spędzić przy biurku konstruując maszyny chłodnicze do statków rzeczywiście zmotywowała mnie do podjęcia artystycznej drogi.  Pamiętam, zostałem wtedy przyjęty na akademię na pierwszym miejscu.

Wojciech Górecki, Wojtek Górecki malarz, pejzaż, plener, malarstwo, górecki wojciech obrazy
Wojciech Górecki, Oliwa – Dolina Radości w zimowej szacie, olej na płótnie, 57 x 50 cm

JSH: Czy od początku Pana twórczość oscylowała wokół tematyki pejzażowej?

WG: Na studiach za pejzaż bili mnie po rękach. Aby poradzić sobie z taką tematyką trzeba umieć malować w plenerze, co jest bardzo trudne. Niestety, żaden z moich profesorów nie zajmował się pejzażem, i zupełnie nie potrafili mnie go nauczyć. Zwracali mi uwagę, że na przykład źle namalowałem zielenie, ale nigdy nie dowiedziałem się jak to poprawić. Między innymi dlatego doszedłem w pewnym momencie do wniosku, że zacznę malować surrealizm, gdzie problem z oddaniem rzeczywistości zupełnie przestał mieć znaczenie. Malowałem nierealne światy, irracjonalne zestawienia, historyjki ze świata wyobraźni, gdzie każde rozwiązanie, także to kolorystyczne, usprawiedliwione było wizją i fantazją malarza.

Newsletter

JSH: Co więc zdecydowało, że, pomimo trudności, powrócił Pan do malowania natury?

WG: Moja serdeczna przyjaciółka z dzieciństwa mieszkająca pod Paryżem zaprosiła mnie kiedyś do siebie. Oprócz zwiedzania Luwru zachęciła mnie także do wizyty w Muzeum d’Orsay, gdzie zetknąłem się z pracami impresjonistów.  Przyznaję, na widok „Stogów siana” Claude’a Moneta po prostu się popłakałem. To malarstwo zrobiło na mnie ogromne wrażenie.  Stwierdziłem, że wszystkie moje dotychczasowe obrazy w pracowni należy podpalić i zakończyć pewien etap w moim życiu.

Na szczęście nie sięgnąłem po tak drastyczne środki, ale od tamtego momentu zupełnie zrezygnowałem z malarstwa surrealistycznego, co spotkało się ze dużym niezadowoleniem moich klientów. W ich oczach przestałem być intelektualistą, kreującym światy, których nie ma, i stałem się „zwykłym” pejzażystą, choć wiemy, że to niezwykle trudna praca, podczas której człowiek latami uczy się jak zmieszać chociażby zieleń, tak, aby oddać jej rzeczywisty odcień. Teraz, kiedy Bóg zsyła mi niejednokrotnie naprawdę zjawiskowe widoki, które maluję, uważam, że to jest najpiękniejsze, co mogło mnie spotkać. Intelektualiści w swoich pracowniach nigdy tego nie doświadczą, nigdy nie dotkną tej boskości, tak, jak ja to robię.

JSH: Co Pana w przyrodzie najbardziej pociąga?

WG: Pejzaż dziecięcych wspomnień ulokowanych w okolicy Oliwy, pełen łąk, bagien i wielkich przestrzeni charakterystycznych dla Przymorza był zawsze czymś, czego poszukiwałem. Po latach tę samą scenerię, choć już bez Bałtyku, udało mi się znaleźć w Biebrzańskim Parku Narodowym. Biebrza pełna jest dalekich łąk przeszytych niewielką rzeką, podczas malowania słyszę nad swoją głową szybujące po niebie czajki, czy klangor żurawi. Nie można, rzecz jasna, malować ciągle tych samych pejzaży, człowiek więc poszukuje, czy to wzgórza, czy to pagórkowatego terenu, czy morza, na przykład greckiego, gdzie fale rozbijają się efektownie o kamienie.

Wojciech Górecki, Wojciech Górecki Wojtek Górecki malarz pejzaż plener malarstwo
Wojciech Górecki, Kozackie stepy, olej na płótnie, 35 x 80 cm

JSH: Jak wyglądają takie poszukiwania? Korzysta Pan z internetu, przegląda albumy, a może spontanicznie podróżuje?

WG: Często inspiracje pojawią się podczas podróży, czasami też odkrywam je zupełnie przypadkiem. Pani Elżbieta Dzikowska prowadziła kiedyś program podróżniczy „Groch z kapustą”, oglądając jeden z odcinków w telewizji zachwyciłem się zdjęciami Biebrzy. Bywa też, że dostaję telefon z zaproszeniem na plener do pięknego miejsca. Obecnie czeka mnie wizyta w przepięknych Plutach nad Biebrzą, gdzie zbudują dla mnie stóg siana, który będę malować pewnie przez najbliższe kilka lat, o świcie, o zmierzchu, zimą, jesienią, w deszczu i podczas upalnego lata.

JSH: Która z pór dnia jest dla Pana najciekawsza?

WG: Najcudowniejsze zjawiska są zdecydowanie o świcie. Kiedy trzeba wstać bardzo wcześnie rano, w momencie, kiedy wszyscy pogrążeni są jeszcze we śnie, a świat spowity jest mgłą, która sprawia, że rzeczywistość wibruje, pewne elementy rozmywają się, przybierają formy na granicy abstrakcji. Wtedy właśnie Pan Bóg mówi: Popatrz Wojciechu, jaki piękny widok Ci zesłałem. Maluj, właśnie teraz, bo to jedyna i niepowtarzalna okazja”. Tak było chociażby z obrazem „Kładka nad Biebrzą”, który malowałem w trzech sesjach od godziny 5.15 rano. Przyznam się, że kiedy wróciłem do domu, oświetliłem go studyjnymi światłami i oddaliłem się na ok. 4 metry od płótna, nie mogłem przez godzinę podnieść się z wrażenia z krzesła. To chyba zły znak, kiedy moje prace zaczynają mi się podobać (uśmiech).

Wojciech Górecki, Wojciech Górecki Wojtek Górecki malarz pejzaż plener malarstwo
Wojciech Górecki, Pejzaż z kwitnącym rzepakiem, olej na płótnie, 47 x 67 cm

JSH: Czy Pana praca opiera się zawsze tylko na plenerze, czy wspomaga się Pan również fotografią?

WG: Czasami fotografia jest niezbędna, chociażby dlatego, że niektórych rzeczy nie da się zrealizować w plenerze. Kiedy jesteśmy nad morzem, przy silnie wiejącym wietrze i do zrealizowania mamy widok morza na 130 cm, nie ma takiej sztalugi, która utrzymałaby to wszystko, zwłaszcza w takich warunkach pogodowych. Malowanie ze zdjęć jest w porządku, jednak tylko i wyłącznie wtedy, gdy dany pejzaż oglądaliśmy wcześniej na żywo, wielokrotnie i na różne sposoby. Kiedy w plenerze spędza się kilka tysięcy godzin, nasze zmysły chłoną
i nasycają się widokiem mgieł, poranków, świtów. Bardzo często rejestruje to podświadomość, i choć na pozór wydaje się nam, że tego nie pamiętamy, to jednak wszystko momentalnie ożywa, kiedy spojrzy się na taką fotografię. To tak, jak za pomocą kilku dźwięków przypominamy sobie znajomą melodię.

Wojciech Górecki Wojtek Górecki malarz pejzaż plener malarstwo
Wojciech Górecki, Roztopy nad Biebrzą, olej na płótnie, 60 x 90 cm

JSH: Pejzaż rodzimy czy zagraniczny?

WG: Myślę, że zarówno jeden, jak i drugi. Byłem w Grecji, gdzie pod wpływem amerykańskiego malarza Clyde’a Aspeviga poszukiwałem nadmorskich skał. Odnalazłem je na przepięknej wyspie Agistri, gdzie powstało kilkanaście bardzo fajnych obrazów. Odbyłem również podróż na Syberię, gdzie jednak zamiast malowaniem bardziej zająłem się poznawaniem tego miejsca. W wrześniu tego roku wylatuję do Wenecji na dwa miesiące, gdzie chcę się zmierzyć z tematem architektury, której jeszcze nie malowałem. To będzie wyzwanie, zwłaszcza od strony technicznej, wszak mówimy o miejscu gdzie codziennie przewijają się tysiące ludzi, turystów.

JSH:  Co Panu „pomaga” podczas malowania?

WG: Pogoda. To chyba najważniejszy czynnik, który pomaga mi wykonać swoją pracę w plenerze tak, jakbym chciał, do końca, i w obranym wcześniej, zazwyczaj dużym formacie. Najważniejsze jest stałe, słoneczne światło, oraz brak wiatru. Wtedy warunki są idealne, a ja wsłuchuję się w melodię przyrody. Czasami tylko zdarza mi się dyskutować z Panem Bogiem. Próbuję przekonać go wtedy, żeby zatrzymał na moment słońce, które przemieszcza się zdecydowanie za szybko. Niestety, jest nieugięty.

JSH: Czy oprócz warunków atmosferycznych trafia Pan na innego rodzaju trudności?

WG: Kiedy przywiozłem ze sobą kilkanaście obrazów z pleneru nad Biebrzą, zadowolony byłem jedynie z kilku.
W pozostałych ciągle czegoś brakowało, miałem wrażenie, że mogłem tę melodię pejzażu jeszcze lepiej utrwalić, że poszczególne elementy nie grają tak dobrze, jak powinny.  Jestem krytyczny, jeśli chodzi o swoje prace.

Wojciech Górecki Wojtek Górecki malarz pejzaż plener malarstwo
Praca nad obrazem Zimowa Reknica. Wymiary obrazu to 80 x 130 cm. Obraz w całości powstał w plenerze.

W PLENERZE Z WOJCIECHEM GÓRECKIM

Pejzaż zawsze powinien powstawać w plenerze, chociaż jest to bardzo trudne. Fotografia, nawet najlepszej jakości, nigdy nie odda tego, czego doświadczyć można na własne oczy. Pejzaż jest pretekstem do napisania symfonii na temat danego miejsca. Poprawny widok, który malarz przyjdzie namalować będzie taką prostą, nieskomplikowaną melodią. W pejzażu chodzi jednak o prawdziwą symfonię, o uchwycenie wszystkich zjawisk, świetlnych i barwnych, o oddanie ducha i nastroju danego miejsca, a nie wykonanie fotograficznej kalki. Nie chodzi o hiperrealistyczne odwzorowanie każdego listka i źdźbła trawy, ale o esencję, o oddanie zjawiska świetlnego, tak, jak czynili to impresjoniści.

Wykonanie jednego obrazu to zazwyczaj trzy, cztery podejścia. Ich czas uzależniony jest od warunków. Jeśli są korzystne i niezmienne, wtedy zdarza mi się malować nawet 3 godziny w jednym miejscu, i to samo powtarzam o tej samej porze, w kolejnych dniach. Po kilku seansach, przychodzi w końcu taki moment, kiedy czuję, że praca nad obrazem dobiega końca, wtedy mówię sobie: „Wojtek, skończ, bo zaraz zaczniesz tak poprawiać, że efekt będzie odwrotny od zamierzonego”.

Wojciech Górecki Wojtek Górecki malarz pejzaż plener malarstwo
Przygotowanie do pracy nad obrazem przedstawiającym
rzekę Biebrzę. Około godziny 5 rano.
Wojciech Górecki Wojtek Górecki malarz pejzaż plener malarstwo
Obraz „Zimowa szadź” w czasie malowania.

Lubię malować duże obrazy.  Moje ulubione formaty to 80 x 120 cm, czy 60 x 90 cm, choć czasami ze względów technicznych, czy komercyjnych, wybieram mniejsze rozmiary. Te duże formaty z przyjemnością maluję dla Pana Boga i dla siebie. Bardzo lubię mierzyć się z dużymi rozmiarami, zwłaszcza bezpośrednio w plenerze. Większość moich kolegów wykonuje nieduże obrazki, takie, z jakich zasłynął Stanisławski, stąd wydaje mi się, że moje podejście mnie wyróżnia. Duże formaty pozwalają cieszyć się piękną przestrzenią, oddają wrażenie zjawiskowości. Lubię wyzwania, malowanie małych prac, których jestem w stanie wykonać nawet pięć w ciągu jednego dnia, nie daje mi satysfakcji. O ile mały obraz jest w stanie przemycić błędy malarskie, prawie że niezauważone, o tyle duże formaty błędów nie tolerują, nie można sobie na nie pozwolić.

http://wgorecki.com/

Wojciech Górecki >>> zobacz galerię artysty i przeczytaj biogram.

Ten i inne artykuły przeczytacie w 19 wydaniu magazynu Artysta i Sztuka >>> kliknij i przejdź do numeru.

This slideshow requires JavaScript.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

One thought on “NAJPIĘKNIEJSZE SYMFONIE WYGRYWA SIĘ W PLENERZE

  1. Jest Pan moim ulubionym malarzem i podziwiam Pana za wytrwałość , cierpliwość, postrzeganie światła i pokazywanie piekna polskiej przyrody

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *