Opublikowano

CASPAR DAVID FRIEDRICH

Caspar David Friedrich artykuł Artysta i Sztuka

Na kartach historii sztuki zapisał się jako wybitny malarz i czołowy przedstawiciel romantyzmu niemieckiego. Człowiek o skomplikowanej osobowości, miotany skrajnymi, zupełnie negującymi się uczuciami. Caspar David Friedrich to doskonały pejzażysta, łączący w swojej sztuce mistycyzm i głęboką duchowość. Nikt tak jak on nie potrafił oddać ducha natury, odkrywając jednocześnie samego siebie.

TEKST JUSTYNA STASIEK-HARABIN

Ten i inne artykuły przeczytacie w 19 wydaniu magazynu Artysta i Sztuka >>> kliknij i przejdź do numeru.

MŁODOŚĆ PEŁNA TALENTÓW

Friedrich urodził się i wychowywał w Gre­ifswaldzie, niewielkim nadbałtyckim mie­ście, zamieszkałym głównie przez rybaków i marynarzy, jako szóste dziecko Adolfa Gottlieba Friedricha i Zofii Doroty Bechly. Od najmłodszych lat jego wychowaniu towarzyszy atmosfera pobożności, co było zwłaszcza zasługą jego ojca, właściciela skle­piku z mydłem i świecami. Mężczyzna, choć surowy, dbał również o wychowanie kulturalne swoich dzieci, wzbudzając w nich zainteresowanie muzyką i poezją. W wieku dziecięcym Friedrich przeżywa dwie bardzo poważne tragedie. Kiedy ma siedem lat umiera mu matka, a sześć lat później, na jego oczach ginie brat, który ratuje przyszłego artystę przed śmiercią, ale sam tonie w pokrytym lodem Bałtyku. Chociaż Friedrich, znany z wielkiej dyskrecji, nigdy nie będzie mówił o tym wydarzeniu, niewątpliwie mocno wpłynie ono na jego dorosłe życie oraz twórczość.

Albert Freyberg, Caspar David Friedrich, 1810, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, domena publiczna
Albert Freyberg, Caspar David Friedrich, 1810, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, domena publiczna

Już jako nastolatek, Friedrich jest autorem kilku głę­bokich tekstów chrześcijańskich, szybko jednak okaże się, że talent literacki nie satysfakcjonuje go w pełni. W wieku 16 lat rozpoczyna lekcje rysunku u Johan­na Quistropa, później kontynuując edukację w Ko­penhadze, gdzie pracują najlepsi w tamtych czasach mistrzowie. Po czterech latach w stolicy Danii uzu­pełnia swoje, już i tak bardzo rzetelne, wykształcenie w Dreźnie. Tam, na największej w Niemczech Akademii Sztuk doskonali i wyrabia swój styl. Moc­no zafascynowany pejzażem często ucieka za miasto i oddaje się kontemplowaniu i malowaniu z natury. Jego szkicowniki z tego okresu pełne są roślin, drzew, kwiatów, chmur i nieba. Na chleb zarabia ucząc rysun­ku i oprowadzając po Dreźnie, czasami też udaje mu się sprzedać swoje prace. W mieście tym przebywa do 1801 roku, następnie trochę podróżuje, a po dwóch la­tach osiedla się w Loschwitz, nieopodal Drezna, gdzie zachwyca się okolicznym pejzażem.

Newsletter

CZŁOWIEK PEŁEN PRZECIWIEŃSTW

Jedną z pierwszych wypraw, podczas której Frie­drich odkrył urok okolicznych terenów była podróż na bałtycką wyspę Rugię. Malownicze równiny i ma­jestatyczne wybrzeże wzbudziły w nim niewypowie­dziany zachwyt. Malarz spędza godziny na pieszym przemierzaniu niebezpiecznych ścieżek wśród wapien­nych skał i dębowych lasów, podglądając z bliska wzbu­rzone morze i obserwując fale złowrogo obijające się o brzeg. Jego najbliższy przyjaciel, Gotthilf Heinrich von Schubert wspominał: „Obserwujący go rybacy lę­kali się często o jego życie; brali go za jednego z tych szaleńców, co rozmyślnie szukają śmierci, wspinając się na wierzchołki nadmorskich stromizn i ich – wycho­dzące głęboko w morze – koronkowe cyple. W czasie burzy, kiedy białe pióropusze fal waliły o brzeg nie ru­szał się stamtąd i przemoczony, mimo deszczu, z dzi­ką radością przyglądał się spektaklowi, którego widok sycił oczy”. Zachowaniem tym przypominał bardzo swojego rówieśnika, Williama Turnera, który również poszukiwał silnych doznań, jakich dostarczała rozsza­lała natura. To, co jednak łączyło malarzy w sposobie obserwacji, nie miało przełożenia na ich sztukę, w ob­razach Friedricha na próżno bowiem szukać dynamiki i starć żywiołów, tak charakterystycznych dla angiel­skiego artysty. Friedrich, głodny emocji i wrażeń, łączył w sobie wiele ambiwalentnych cech, które składają się na obraz osoby o bardzo skomplikowanym usposo­bieniu. Będąc bardzo nadwrażliwym, malarz potrafił opanować swoją nerwowość, co świadczy o jego silnej woli. „Odnosiło się wrażenie, że każdy jego mięsień jest napędzany ogromną energią (…).

Caspar David Friedrich, Pamięci Johanna Emanuela Bremera, 1817, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, d.p.
Caspar David Friedrich, Pamięci Johanna Emanuela Bremera, 1817, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, d.p.

Posępna powa­ga, jakiej można się domyślać ze zmarszczonego czoła, łagodnieje wobec niewinnego, jak u dziecka, spojrzenia błękitnych oczu. W istocie kryje on w sobie przedziw­ne pomieszanie nastrojów: od najgłębszej powagi, aż do takiej wesołości, którą można często obserwować u komików, albo wielkich melancholików”. W relacjach z innymi Friedrich często sprawiał wrażenie miłego kompana, innym razem jednak zupełnie nie potrafił obcować z ludźmi. Był nieufny, wręcz uciekał od sy­tuacji, w których zmuszony był zawierać nowe znajo­mości. Mimo to, jego przyjaciel wspomina także jego ogromne i szczere poczucie humoru – cechę, która wy­dawałaby się zupełnie obca jego osobowości. „Niewiele znałem osób, które byłyby zdolne do tak pogodnej ser­deczności i tak wielkiego poczucia humoru. W grupie przyjaciół potrafił, z niewzruszoną powagą, opowiadać historie wywołujące u wszystkich niepohamowane ata­ki śmiechu.” – pisał von Schubert.

Caspar David Friedrich, Brama cmentarna, 1825, olej na płótnie, Galeria Nowych Mistrzów w Dreźnie, d.p.
Caspar David Friedrich, Brama cmentarna, 1825, olej na płótnie, Galeria Nowych Mistrzów w Dreźnie, d.p.

W SZPONACH SAMOTNOŚCI

Friedricha wspominał także malarz Wilhelm von Kügelen: „Zamykał się w sobie i lubił tę samotność, w której z czasem coraz bardziej się pogrążał, i której uroki starał się pokazywać w swoich obrazach”. Jego alienacja, choć uciążliwa dla bliskich, zdawała się być niezbędną do wnikania w głąb samego siebie oraz kon­templowania natury w jedyny możliwy i słuszny sposób – w zupełnej samotności. Sposób, w jaki on sam czuje przyrodę, przekłada się również na kreacje jego malar­skich bohaterów, na obrazach Friedricha pojawiają się bowiem nikłe, przedstawione na ogół tyłem, sylwet­ki, które w samotnym marszu wyruszyły na spotkanie z oszałamiającą potęgą dzikiej natury. Malarz podcho­dzi do przyrody w zupełnym skupieniu, które można porównać do zadumy, w jaką człowiek wierzący popada podczas modlitwy, czy w trakcie przebywania w świąty­ni. Takie doświadczenie wymaga zupełnego odosobnie­nia. „Aby móc patrzeć na naturę i zrozumieć ją, muszę się zatracić w tym, co mnie otacza, zespolić z chmurami i skałami, dzięki czemu mogę być tym, czym jestem. Do mych rozmów z naturą potrzeba samotności” – pisał sam Friedrich.

Caspar David Friedrich, Dolmen w śniegu, 1807, olej na płótnie, Galeria Nowych Mistrzów w Dreźnie, d.p.
Caspar David Friedrich, Dolmen w śniegu, 1807, olej na płótnie, Galeria Nowych Mistrzów w Dreźnie, d.p.

Jego stan względnej stabilizacji ulega drastyczne­mu pogorszeniu w 1816 roku, kiedy to malarza dopada poważny kryzys twórczy. Niezdolny do czegokolwiek, zaprzestaje malowania, czując się wyobcowany, oraz zupełnie obojętny na wszystko i wszystkich wokół. W tym czasie zupełnie rezygnuje z pracy, twierdząc, że jest jałowa i nie przynosi korzyści. Wkrótce jednak ważne wydarzenie zmienia bieg jego samotnego życia. Ku zaskoczeniu przyjaciół, czterdziestoletni malarz żeni się z młodziutką Karoliną Brommer. Fakt ten napawa artystę optymizmem i jak sam wspomina, sprawia, że „je się więcej, pije się więcej, śpi się więcej, śmiechu, za­bawy i pogaduszek jest więcej”. Małżeństwo doskonale wpływa również na sytuację artystyczną malarza, który tylko w 1818 roku tworzy rekordową liczbę 27 dzieł, w tym słynnego „Wędrowca w morzu chmur”. Proble­my pojawiają się jednak ponownie w 1824 roku, kiedy umiera dotychczasowy dyrektor katedry malarstwa pej­zażowego na drezdeńskiej Akademii. Mimo oczekiwań, jego zastępcą nie zostaje Friedrich, który musi zado­wolić się tylko stanowiskiem profesora odpowiedzial­nego za nauczanie malarstwa pejzażowego. Malarz, w poczuciu zawodowej degradacji i niedocenienia coraz bardziej izoluje się w środowisku artystycznym Dre­zna, co prowadzi do zupełnego zamknięcia się w sobie. Jego załamanie psychiczne, mocno narastające w czasie, potęgować będzie chroniczna melancholia. Na szczę­ście, pomimo słabej kondycji psychicznej Friedrich nie zaprzestaje malować, w rezultacie tworząc, najlepsze w karierze dzieła. W czerwcu 1835 roku malarz dostaje wylewu krwi do mózgu, częściowo zostaje też sparali­żowany. Po długiej kuracji wraca do malowania, nieste­ty, jego stan zdrowia nieustannie się pogarsza. 7 maja 1840 roku Caspar David Friedrich umiera w Dreźnie.

Caspar David Friedrich, Poranek w Karkonoszach, 1810-11, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, d.p.
Caspar David Friedrich, Poranek w Karkonoszach, 1810-11, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, d.p.

PIĘTNO ROMANTYCZNEGO PEJZAŻU

Twórczość Caspara Davida Friedricha wpisuje się w bogaty prąd romantyzmu niemieckiego, którego bujny rozkwit, zarówno w sztukach plastycznych, jak i w literaturze, przypadł na koniec XVIII wieku. Ro­mantycy, w tym także malarz, pragnęli zrozumieć, ja­kie więzy zachodzą pomiędzy tym co nieuchwytne w człowieku, a tym, co stanowi obiekt ludzkiego po­strzegania. Myśl romantyczna bardziej od poznania natury, skupia się na analizie zjawiska jej odbioru. Frie­drich, jako prawdziwy reprezentant sztuki swojej epoki doskonale wiedział, że zadaniem malarza jest malowa­nie nie tylko tego, co się widzi, ale także tego, co do­strzega się w sobie samym. Podejście to kategorycznie odrzuca „mędrca szkiełko i oko”, dając prym wszystkie­mu co duchowe i niematerialne, zarówno w człowieku, jak i w naturze. Wszystkie pejzaże Friedricha wyrażają najsilniejsze i najgłębsze odczucia, kryjące się w jego sercu. Przepełnione są więc samotnością, melancholią zamglonego poranka czy mrokiem tajemniczej nocy. Wiele z jego obrazów łączy w sobie również żywą u Friedricha myśl chrześcijańską, przedstawianą nie tylko za sprawą dosłownych symboli wiary, ale poprzez wtapianie ich w dziki i majestatyczny pejzaż. Taki za­bieg pozwolił artyście pogodzić malarstwo z uducho­wieniem, którego zawsze poszukiwał. Proces twór­czy stał się dla niego drogą porozumienia z Bogiem.

Caspar David Friedrich, Opactwo w Dąbrowie, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, d.p.
Caspar David Friedrich, Opactwo w Dąbrowie, olej na płótnie, Stara Galeria Narodowa w Berlinie, d.p.

W swoich zimowych pejzażach umieszczał często ru­iny i cmentarze, sprawiając, że symbole życia i śmierci zespalają się w jeden obraz. Jego malarstwo stało się alegorią ulotności życia i cykliczności natury, której przemijanie postrzegał z perspektywy nadziei i wiary w ciągłość istnienia. Człowiek, o ile obecny w pejzażach, przypomina zawsze jak mały i bezbronny jest wobec majestatu i nieskończoności natury. Ulotność ludzkie­go życia Friedrich podkreślał zwłaszcza w ostatnich już latach swojej egzystencji, kiedy jego myśli zdawały się przybliżać do nieuchronnej śmierci. Wtedy też pejzaż usiany jest symbolicznymi przedstawieniami, skupio­nymi wokół motywu grobu, cmentarza czy sowy. Choć twórczość Friedricha po jego śmierci, z biegiem czasu została coraz bardziej niezrozumiana przez współcze­snych, odrodziła się pod koniec XIX wieku, inspirując chociażby Edwarda Muncha. W XX wieku malarstwo Friedricha odegrało również niewątpliwą rolę w formo­waniu się takich artystów jak Mark Rothko czy Ger­hard Richter. W twórczości Rothko dostrzec można, tak bliską Friedrichowi, chęć podzielenia się z widzem emanującą z obrazu duchowością.

Artykuł powstał w oparciu o publikację „Caspar David Friedrich” z kolekcji „Wielcy Malarze”.

Caspar David Friedrich >>> zobacz galerię artysty i przeczytaj biogram.

Ten i inne artykuły przeczytacie w 19 wydaniu magazynu Artysta i Sztuka >>> kliknij i przejdź do numeru.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *